piątek, 3 lutego 2012

Cierpienie- Dzień trzynasty

17 maja 2010 r.
Po zapisaniu mych myśli z dnia 5 maja, napisałam już również zakończenie. Miałam świadomość, że pisać będę, jeszcze przez kolejne dni, ale sądziłam, że me myśli co do ogólnej treści listu, nie zmienią się. Myliłam się. Zakończenie z tamtego dnia brzmiało tak:
"List nie był wyznaniem miłości, bo zabronione jest Cię kochać. To bardziej dowód, że masz nas- ludzi, którzy nigdy o Tobie nie zapomną. Mnie- która jeszcze mocniej o Tobie nie zapomni. I Ty pamiętaj zawsze o nas!"
Moje myśli i uczucia zmieniały się jednak przez kolejne dni. Z dnia na dzień były trochę inne. Twoja ( i w związku z tym też moja) droga, zmieniała się. Okazało się, że zostajesz. Teraz jeszcze wyjechałeś do Niepokalanowa, ale wiem już, że będzie inaczej. Mimo faktu, że nie wyjechałeś na Białoruś, i co też oznacza, że Bóg mnie wysłuchał, postanowiłam pisać ten list dalej. Nie wiem czy Ci go dam. Przecież miałeś już nigdy mnie nie widziec, więc wtedy spokojnie mogłeś go przeczytać. Ale skoro wszystko się zmieniło, to zmienił się także kierunek treści listu. Nie powinnam już pisać tak otwarcie, bo przecież to, że nigdy się nie spotkamy, nie jest już prawdą. A jednak nie zrezygnowałam. Rezygnując z listu, zrezygnowałabym z Ciebie. Z myślenia o Tobie. Wcześniej uznałam, że gdy piszę ten list, mniej o Tobie myślę. To nie prawda. Pisząc ten list, miałam nadzieję, że odkryję co do Ciebie czuję. Odkryłam. i teraz wiem... List piszę wstępnie na komputerze, a później spisuję na kartki. Chroni mnie to od "nieprzemyślanych myśli", które mogłabym nie potrzebnie zapisać. Ma to jednak swój minus. Chcę napisać co do Ciebie czuję. Nie potrafię. Wiem co. Ale nie umiem. Napisałam już. Raz, drugi, trzeci. Wciąż jednak wciskałam "Backspace", który usuwa te dwa słowa.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz