5 maja 2010 r.
List zaczynam pisać dziś, "moje dziś" tj. 5 maja - dzień, w którym ojciec nas opuścił i pojechał do Warszawy, aby stamtąd udać się do Bułgarii na święcenia przyjaciela. Niebawem ojciec wróci, ale tylko na kilka dni by znów wyjechać, tym razem na zawsze. Białoruś- miejsce mentalnego cierpienia. List z pewnością dam ojcu przed wyjazdem tam... Właściwie nie wiem po co pisze ten list. Być może nawet go ojcu nie wręczę. Może, gdy go skończę,- stchórzę, podrę kartki i wyrzucę. Nie wiem co napiszę w tym liście. Nie wiem co ojciec chciałby przeczytać. Nie wiem kiedy go skończę. Dziś? Jutro? Za tydzień? Mam czas do ojca powrotu, no i te parę dni kiedy ojciec jeszcze będzie chwilę z nami.
I jak zacząć? Może od tego, że bardzo tęsknimy. Agnieszka bez przerwy pisze do mnie, ze chciałaby aby ojciec z nami był i nie uciekał od nas. Jasiowi też było przykro, ale prędko odszedł od nas po pożegnaniu ojca w pociągu, więc nawet nie wiem jak to przeżył. Ja cały czas o ojcu myślę. Mając świadomość, ze za te kilka dni po ojca powrocie, ponownie nas ojciec opuści jest źle. Mam przeczucie, że już nigdy więcej ojca nie zobaczę.
Zaczynając pisac, miałam dylemat związany z tym, jak zwracać się do ojca/Ciebie: Ojcze, czy Pawle? Pisząc "Ojcze" czuję wielką odległość, tak jakbyśmy w ogóle się nie znali. Pisząc "Pawle" mogę zapomnieć z kim piszę. No i nawet mnie nie poprawisz, bo to pierwszy list na którego treść i formę nie masz wpływu. Pierwszy list, o którym dowiesz się dopiero kiedy będziesz odjeżdżał, czyli dziś. Chyba, że przeczytasz go później. To może jutro. A może wcale go nie przeczytasz. Ciekawe, jak wielka jest Twoja ciekawość. I jak wielka jest chęć poznania treści tego listu. Zamierzam używać obu zwrotów, w zależności od tego, który będzie bardziej pasował. Nie napiszę np: "Myślę o Tobie", bo dziwnie to brzmi, a nie chce, aby tak brzmiało. Właściwie znamy się bardzo krótko, ale nigdy nie przywiązałam się do nikogo tak mocno. Niby rzadko spotykaliśmy się. Niby rzadko rozmawialiśmy. A może często? Dla mnie na pewno, nie było to "często". Ale chyba tak jest, kiedy zależy nam na danej osobie i kiedy się bardzo do niej przywiążemy. Nie rozpoznajemy czasu. Nie rozpoznajemy chwil. Nie wiemy czy "często" to -godzina, czy może -zawsze.
Właśnie Agnieszka napisała mi, że pisze z Tobą maile. Piszecie o Warszawie i o tym, że chciałbyś abyśmy do Ciebie przyjechali. Ja bardzo chciałabym pojechać do Warszawy. No i zobaczyć Ciebie. Szkoda, że nie pojechaliśmy dziś z Tobą. Ale, gdybym dziś pojechała, jutro nie miałabym po co wracać do domu. Gdybym miała jechać, musiałabym jechać na zawsze. Do tej chwili, (godz. 22:22) nie widzę Cię jedynie od kilku godzin, ale już bardzo tęsknie. I będę coraz mocniej tęsknic wiedząc, że od "Twojego dziś", możemy już nigdy się nie zobaczyć. Tak jest na ogół. Człowiek obiecuje, umawia się, ale później nic z tego nie wychodzi. Wspólne wakacje? To był tylko temat, który sprawiał wrażenie niewyczerpującego. Więc, ustalaliśmy. Ale czy będzie coś z tego? Nie sądzę. I żałuję.
Tak jak przypuszczałam, dziś nie skończę pisać tego listu. Jestem zmęczona od płakania i chyba mam gorączkę. Będę pisać codziennie, bo pewnie codziennie będę miała coś nowego do dodania. Jutro cały dzień siedzę w domu. Mama zabroniła mi wychodzić ze względu na to moje dzisiejsze wyjście i spotkanie się z Tobą. Oczywiście nie wie, że byłam Cię pożegnać... Nie chcę, abyś dziś wyjeżdżał! Pisząc "dziś", mam na myśli "Twoje dziś".Może nie wyjedziesz i wtedy nie będziesz musiał tego czytać. Ale skoro już to czytasz, to wyjechałeś. Jedyne o co proszę, to wróć jak najprędzej!
Uwielbiam ten obraz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz