sobota, 28 stycznia 2012

Cierpienie- Dzień drugi

6 maja 2010 r.
Przez całą noc, zastanawiałam się jak zareagujesz na ten list. Coraz mocniej przypuszczam, że Ci go nie dam. Coraz mocniej nie chce Ci go dawać. On staje się jakby mostem  z Twoich do moich myśli. Od teraz będziesz wiedział wszystko. Wszystko co czuję. A ja nie chcę, żebyś to wiedział. Ale skoro już nigdy się nie spotkamy, to nie muszę się niczego obawiać. Przecież nie spojrzysz się na mnie krzywo, jakbyś patrzył na coś nieludzkiego. Szczerość jest chyba nie dobra. Człowiek nie powinien wiedzieć wszystkiego, co drugi człowiek o nim myśli. Ale mimo to, mam chęć pisania dalej. Już chyba nie dla Ciebie. Bardziej dla siebie. Może pisząc, odkryję co tak na prawdę myślę, czuję. Wiedziałam co. Ale może moje myśli, pójdą w inną stronę, bardziej rzeczywistą, bardziej przystępną i dozwoloną. Jedynym moim marzeniem w tej chwili jest skończenie pisania tego listu. Chciałabym go skończyć. Kiedy go skończę, dowiem się co myślę. I kiedy go przeczytam, sprawdzając czy nadaje się do przekazania go Tobie, dowiem się wszystkiego o sobie. Zakończę poznawanie swoich myśli. One nie będą mi już tak obce jak teraz. Od dziś mam 10 dni. Przez te 10 dni dowiem się wszystkiego o sobie i o tym co czuję. Mam nadzieję.
Jest już późno. Właściwie jest już jutro, bo zegar wyświetlił godzinę 00:12., a Ty nie napisałeś nawet jednego sms-a... Napisałabym pierwsza, ale nie chcę się narzucać. Ten list jest jednym, wielkim narzutem. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz