15 maja 2010 r.
Wyjechałeś.
sobota, 28 stycznia 2012
Cierpienie- Dzień dziesiąty
14 maja 2010r.
Dziękuję Bogu! Nie masz pojęcia, jak szczęśliwa jestem, że zostajesz! Modliłam się o to! a Bóg mnie wysłuchał! Dziękuję Boże! i dziękuję Pawle, że nie zostawiasz mnie samej. Bez Ciebie życie byłoby smutne i też przerażające. Byłbyś tak daleko, że wydawać by się mogło, że to już zupełnie inny świat. Zapomniałbyś o mnie, a tego bym nie ścierpiała.
Paweł, tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, ale nie mogę. Dziś, gdy Cię spotkałam i rozmawialiśmy, widziałam w twych oczach strach. Za tydzień, 22 maja masz święcenia. Zostaniesz Kapłanem. Boisz się tego, widać. Pocieszyłabym Cię mówiąc, że dobrą decyzję podjąłeś, ale nie uczynię tego. Ty nie jesteś pewien. Wahasz się. Ale nie zrezygnujesz. Choćbyś był pewien, że źle wybrałeś, nie zrezygnujesz. Stoisz w jakimś miejscu. Podjąłeś jakąś decyzję. Ale ta decyzja jest bezpieczna. Brak Ci odwagi do zmiany swego położenia. Podjęcie ryzyka, nie zawsze wiąże się z pozytywnymi konsekwencjami, więc Ty się go nie podejmiesz. Idziesz w kierunku Kapłaństwa i nie zejdziesz z drogi, nawet gdyby Bóg stanął przed Tobą i krzyczał, że źle robisz. Nie znam Twego powołania. Ale Ty chyba także go nie znasz.
Gdzieś, był ktoś, kto musiał dokonać wyboru. Usłyszał głos, więc wybrał. i ten Ktoś szedł do przodu, a jego droga wciąż się dłużyła. I wszystko wskazywało na to, że decyzja, którą podjął była właściwa. Szedł drogą. Życie wydało mu się piękne, i im dłużej żył tym życiem, tym bardziej się do niego przyzwyczajał. Nie czuł już piękna podjętej decyzji, lecz piękno nie musu podjęcia kolejnej. i wtedy na jego drodze pojawił się inny Ktoś. Wraz z innym kimś, pojawił się problem. Ten inny Ktoś nie pasował do życia, którym Ktoś żył z podjętej decyzji. Wtedy okazało się, że decyzja podjęta jakiś czas temu, nie była właściwa. Głos, inaczej brzmiał na prawdę, niż Ktoś go usłyszał. A teraz Ktoś żyje niepewnie. Wciąż idzie drogą, lecz cierpi. i cierpi też inny Ktoś. Bóg stoi na drodze Komuś, i krzyczy i woła, że źle robi. Lecz Ktoś nie zrezygnuje z podjętej decyzji, gdyż nie chcę podejmować kolejnej. Ktoś się boi.
Jutro ponownie wyjeżdżasz, ale nie jest mi już tak przykro, bo wiem, że wrócisz!
Dziękuję Bogu! Nie masz pojęcia, jak szczęśliwa jestem, że zostajesz! Modliłam się o to! a Bóg mnie wysłuchał! Dziękuję Boże! i dziękuję Pawle, że nie zostawiasz mnie samej. Bez Ciebie życie byłoby smutne i też przerażające. Byłbyś tak daleko, że wydawać by się mogło, że to już zupełnie inny świat. Zapomniałbyś o mnie, a tego bym nie ścierpiała.
Paweł, tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, ale nie mogę. Dziś, gdy Cię spotkałam i rozmawialiśmy, widziałam w twych oczach strach. Za tydzień, 22 maja masz święcenia. Zostaniesz Kapłanem. Boisz się tego, widać. Pocieszyłabym Cię mówiąc, że dobrą decyzję podjąłeś, ale nie uczynię tego. Ty nie jesteś pewien. Wahasz się. Ale nie zrezygnujesz. Choćbyś był pewien, że źle wybrałeś, nie zrezygnujesz. Stoisz w jakimś miejscu. Podjąłeś jakąś decyzję. Ale ta decyzja jest bezpieczna. Brak Ci odwagi do zmiany swego położenia. Podjęcie ryzyka, nie zawsze wiąże się z pozytywnymi konsekwencjami, więc Ty się go nie podejmiesz. Idziesz w kierunku Kapłaństwa i nie zejdziesz z drogi, nawet gdyby Bóg stanął przed Tobą i krzyczał, że źle robisz. Nie znam Twego powołania. Ale Ty chyba także go nie znasz.
Gdzieś, był ktoś, kto musiał dokonać wyboru. Usłyszał głos, więc wybrał. i ten Ktoś szedł do przodu, a jego droga wciąż się dłużyła. I wszystko wskazywało na to, że decyzja, którą podjął była właściwa. Szedł drogą. Życie wydało mu się piękne, i im dłużej żył tym życiem, tym bardziej się do niego przyzwyczajał. Nie czuł już piękna podjętej decyzji, lecz piękno nie musu podjęcia kolejnej. i wtedy na jego drodze pojawił się inny Ktoś. Wraz z innym kimś, pojawił się problem. Ten inny Ktoś nie pasował do życia, którym Ktoś żył z podjętej decyzji. Wtedy okazało się, że decyzja podjęta jakiś czas temu, nie była właściwa. Głos, inaczej brzmiał na prawdę, niż Ktoś go usłyszał. A teraz Ktoś żyje niepewnie. Wciąż idzie drogą, lecz cierpi. i cierpi też inny Ktoś. Bóg stoi na drodze Komuś, i krzyczy i woła, że źle robi. Lecz Ktoś nie zrezygnuje z podjętej decyzji, gdyż nie chcę podejmować kolejnej. Ktoś się boi.
Jutro ponownie wyjeżdżasz, ale nie jest mi już tak przykro, bo wiem, że wrócisz!
Cierpienie- Dzień dziewiąty
13 maja 2010 r.
Jest mi smutno. Wróciłeś. Jesteś tak blisko. A mimo to, nie spotkaliśmy się. Nie wytrzymam! i dzwoń do mnie! Pisz! Błagam! Odzywaj się! Nie rozumiem dlaczego wciąż dzwonisz do Agnieszki, a o mnie nie pamiętasz. To przykre. Dziś moje imieniny. Miałam nadzieję, że Cię zobaczę. Byłby to najpiękniejszy prezent. Nie zobaczyłam. Trwam w ciągłym cierpieniu, bo bez Ciebie. A ja tak tęsknie! My tęsknimy. Ty przez te dni nieobecności tutaj, zapewne nie pomyślałeś o nas choćby na chwilkę. Ja bez przerwy o Tobie myślę! Wypełniłeś moje życie dogłębnie! Kocham z Tobą rozmawiać. Kocham na Ciebie patrzeć. Kocham kiedy jesteś. i wiesz, zapomniałam Twego głosu! Już w ogóle Cię nie pamiętam! Błagam! Spotkaj mnie jutro!
Jest mi smutno. Wróciłeś. Jesteś tak blisko. A mimo to, nie spotkaliśmy się. Nie wytrzymam! i dzwoń do mnie! Pisz! Błagam! Odzywaj się! Nie rozumiem dlaczego wciąż dzwonisz do Agnieszki, a o mnie nie pamiętasz. To przykre. Dziś moje imieniny. Miałam nadzieję, że Cię zobaczę. Byłby to najpiękniejszy prezent. Nie zobaczyłam. Trwam w ciągłym cierpieniu, bo bez Ciebie. A ja tak tęsknie! My tęsknimy. Ty przez te dni nieobecności tutaj, zapewne nie pomyślałeś o nas choćby na chwilkę. Ja bez przerwy o Tobie myślę! Wypełniłeś moje życie dogłębnie! Kocham z Tobą rozmawiać. Kocham na Ciebie patrzeć. Kocham kiedy jesteś. i wiesz, zapomniałam Twego głosu! Już w ogóle Cię nie pamiętam! Błagam! Spotkaj mnie jutro!
Cierpienie- Dzień siódmy
11 maja 2010 r.
I co mam pisać? Nie widziałam Cię tydzień czasu. Cały czas o Tobie myślę, ale te myśli są coraz bardziej smutne, nudne. Już nie pamiętam jak wyglądasz! Oczywiście mogę spojrzeć na Twoje zdjęcie, przypomnieć sobie Twoją twarz, ale nie o to chodzi. Ja nie pamiętam Ciebie. Nie pamiętam jak mówisz, jak się śmiejesz, jak się poruszasz. Pamiętam jedyne Twój głos i sama nie wiem dlaczego. Muszę Cię zobaczyć! Szybko! Jutro! Czekam na jutro. Jutro będzie najpiękniejszy dzień. Jutro będzie dzień, w którym przypomnę sobie Ciebie. Wracaj! Błagam! Jak najprędzej!
Tobie tego nigdy nie mówiłam, ale cudownie pachniesz!
Ciekawe czy się zmieniłeś...
Mam coś dla Ciebie. Zresztą, ja zawsze mam coś dla Ciebie. Robiłam dziś to cały dzień i nie skończyłam, więc jutro będę kończyć.
I co mam pisać? Nie widziałam Cię tydzień czasu. Cały czas o Tobie myślę, ale te myśli są coraz bardziej smutne, nudne. Już nie pamiętam jak wyglądasz! Oczywiście mogę spojrzeć na Twoje zdjęcie, przypomnieć sobie Twoją twarz, ale nie o to chodzi. Ja nie pamiętam Ciebie. Nie pamiętam jak mówisz, jak się śmiejesz, jak się poruszasz. Pamiętam jedyne Twój głos i sama nie wiem dlaczego. Muszę Cię zobaczyć! Szybko! Jutro! Czekam na jutro. Jutro będzie najpiękniejszy dzień. Jutro będzie dzień, w którym przypomnę sobie Ciebie. Wracaj! Błagam! Jak najprędzej!
Tobie tego nigdy nie mówiłam, ale cudownie pachniesz!
Ciekawe czy się zmieniłeś...
Mam coś dla Ciebie. Zresztą, ja zawsze mam coś dla Ciebie. Robiłam dziś to cały dzień i nie skończyłam, więc jutro będę kończyć.
Cierpienie- Dzień szósty
10 maja 2010 r.
Jutro ostatni dzień bez Ciebie.
Zauważyłeś, że mniej piszę? Ale więcej myślę. Jutro napiszę więcej. Nie chcę o Tobie myśleć.
Jutro ostatni dzień bez Ciebie.
Zauważyłeś, że mniej piszę? Ale więcej myślę. Jutro napiszę więcej. Nie chcę o Tobie myśleć.
Cierpienie- Dzień trzeci
7 maja 2010 r.
Godzina 11:05, napisałeś... Czytam sms-a i nie wiem co Ci odpisać. "Pozdrawiam ze słonecznej Bułgarii! Wszystko dobrze! Jest gorąco i fajnie." U mnie nie dobrze. Jest zimno i nie fajnie. Bez Ciebie.
Jutro nic nie napiszę. Odpocznę od Ciebie.
Godzina 11:05, napisałeś... Czytam sms-a i nie wiem co Ci odpisać. "Pozdrawiam ze słonecznej Bułgarii! Wszystko dobrze! Jest gorąco i fajnie." U mnie nie dobrze. Jest zimno i nie fajnie. Bez Ciebie.
Jutro nic nie napiszę. Odpocznę od Ciebie.
Cierpienie- Dzień drugi
6 maja 2010 r.
Przez całą noc, zastanawiałam się jak zareagujesz na ten list. Coraz mocniej przypuszczam, że Ci go nie dam. Coraz mocniej nie chce Ci go dawać. On staje się jakby mostem z Twoich do moich myśli. Od teraz będziesz wiedział wszystko. Wszystko co czuję. A ja nie chcę, żebyś to wiedział. Ale skoro już nigdy się nie spotkamy, to nie muszę się niczego obawiać. Przecież nie spojrzysz się na mnie krzywo, jakbyś patrzył na coś nieludzkiego. Szczerość jest chyba nie dobra. Człowiek nie powinien wiedzieć wszystkiego, co drugi człowiek o nim myśli. Ale mimo to, mam chęć pisania dalej. Już chyba nie dla Ciebie. Bardziej dla siebie. Może pisząc, odkryję co tak na prawdę myślę, czuję. Wiedziałam co. Ale może moje myśli, pójdą w inną stronę, bardziej rzeczywistą, bardziej przystępną i dozwoloną. Jedynym moim marzeniem w tej chwili jest skończenie pisania tego listu. Chciałabym go skończyć. Kiedy go skończę, dowiem się co myślę. I kiedy go przeczytam, sprawdzając czy nadaje się do przekazania go Tobie, dowiem się wszystkiego o sobie. Zakończę poznawanie swoich myśli. One nie będą mi już tak obce jak teraz. Od dziś mam 10 dni. Przez te 10 dni dowiem się wszystkiego o sobie i o tym co czuję. Mam nadzieję.
Jest już późno. Właściwie jest już jutro, bo zegar wyświetlił godzinę 00:12., a Ty nie napisałeś nawet jednego sms-a... Napisałabym pierwsza, ale nie chcę się narzucać. Ten list jest jednym, wielkim narzutem. Dobranoc.
Przez całą noc, zastanawiałam się jak zareagujesz na ten list. Coraz mocniej przypuszczam, że Ci go nie dam. Coraz mocniej nie chce Ci go dawać. On staje się jakby mostem z Twoich do moich myśli. Od teraz będziesz wiedział wszystko. Wszystko co czuję. A ja nie chcę, żebyś to wiedział. Ale skoro już nigdy się nie spotkamy, to nie muszę się niczego obawiać. Przecież nie spojrzysz się na mnie krzywo, jakbyś patrzył na coś nieludzkiego. Szczerość jest chyba nie dobra. Człowiek nie powinien wiedzieć wszystkiego, co drugi człowiek o nim myśli. Ale mimo to, mam chęć pisania dalej. Już chyba nie dla Ciebie. Bardziej dla siebie. Może pisząc, odkryję co tak na prawdę myślę, czuję. Wiedziałam co. Ale może moje myśli, pójdą w inną stronę, bardziej rzeczywistą, bardziej przystępną i dozwoloną. Jedynym moim marzeniem w tej chwili jest skończenie pisania tego listu. Chciałabym go skończyć. Kiedy go skończę, dowiem się co myślę. I kiedy go przeczytam, sprawdzając czy nadaje się do przekazania go Tobie, dowiem się wszystkiego o sobie. Zakończę poznawanie swoich myśli. One nie będą mi już tak obce jak teraz. Od dziś mam 10 dni. Przez te 10 dni dowiem się wszystkiego o sobie i o tym co czuję. Mam nadzieję.
Jest już późno. Właściwie jest już jutro, bo zegar wyświetlił godzinę 00:12., a Ty nie napisałeś nawet jednego sms-a... Napisałabym pierwsza, ale nie chcę się narzucać. Ten list jest jednym, wielkim narzutem. Dobranoc.
Tęsknota a głupota. Cierpienie- Dzień pierwszy
List do Pawła zaczęłam pisać 2 lata temu, kiedy miał mnie opuścić. Coś w między czasie się zmieniło. Wiele cierpiałam tamtego czasu. Nie skończyłam listu. Nadal go piszę. Nadal cierpię.
5 maja 2010 r.
5 maja 2010 r.
List zaczynam pisać dziś, "moje dziś" tj. 5 maja - dzień, w którym ojciec nas opuścił i pojechał do Warszawy, aby stamtąd udać się do Bułgarii na święcenia przyjaciela. Niebawem ojciec wróci, ale tylko na kilka dni by znów wyjechać, tym razem na zawsze. Białoruś- miejsce mentalnego cierpienia. List z pewnością dam ojcu przed wyjazdem tam... Właściwie nie wiem po co pisze ten list. Być może nawet go ojcu nie wręczę. Może, gdy go skończę,- stchórzę, podrę kartki i wyrzucę. Nie wiem co napiszę w tym liście. Nie wiem co ojciec chciałby przeczytać. Nie wiem kiedy go skończę. Dziś? Jutro? Za tydzień? Mam czas do ojca powrotu, no i te parę dni kiedy ojciec jeszcze będzie chwilę z nami.
I jak zacząć? Może od tego, że bardzo tęsknimy. Agnieszka bez przerwy pisze do mnie, ze chciałaby aby ojciec z nami był i nie uciekał od nas. Jasiowi też było przykro, ale prędko odszedł od nas po pożegnaniu ojca w pociągu, więc nawet nie wiem jak to przeżył. Ja cały czas o ojcu myślę. Mając świadomość, ze za te kilka dni po ojca powrocie, ponownie nas ojciec opuści jest źle. Mam przeczucie, że już nigdy więcej ojca nie zobaczę.
Zaczynając pisac, miałam dylemat związany z tym, jak zwracać się do ojca/Ciebie: Ojcze, czy Pawle? Pisząc "Ojcze" czuję wielką odległość, tak jakbyśmy w ogóle się nie znali. Pisząc "Pawle" mogę zapomnieć z kim piszę. No i nawet mnie nie poprawisz, bo to pierwszy list na którego treść i formę nie masz wpływu. Pierwszy list, o którym dowiesz się dopiero kiedy będziesz odjeżdżał, czyli dziś. Chyba, że przeczytasz go później. To może jutro. A może wcale go nie przeczytasz. Ciekawe, jak wielka jest Twoja ciekawość. I jak wielka jest chęć poznania treści tego listu. Zamierzam używać obu zwrotów, w zależności od tego, który będzie bardziej pasował. Nie napiszę np: "Myślę o Tobie", bo dziwnie to brzmi, a nie chce, aby tak brzmiało. Właściwie znamy się bardzo krótko, ale nigdy nie przywiązałam się do nikogo tak mocno. Niby rzadko spotykaliśmy się. Niby rzadko rozmawialiśmy. A może często? Dla mnie na pewno, nie było to "często". Ale chyba tak jest, kiedy zależy nam na danej osobie i kiedy się bardzo do niej przywiążemy. Nie rozpoznajemy czasu. Nie rozpoznajemy chwil. Nie wiemy czy "często" to -godzina, czy może -zawsze.
Właśnie Agnieszka napisała mi, że pisze z Tobą maile. Piszecie o Warszawie i o tym, że chciałbyś abyśmy do Ciebie przyjechali. Ja bardzo chciałabym pojechać do Warszawy. No i zobaczyć Ciebie. Szkoda, że nie pojechaliśmy dziś z Tobą. Ale, gdybym dziś pojechała, jutro nie miałabym po co wracać do domu. Gdybym miała jechać, musiałabym jechać na zawsze. Do tej chwili, (godz. 22:22) nie widzę Cię jedynie od kilku godzin, ale już bardzo tęsknie. I będę coraz mocniej tęsknic wiedząc, że od "Twojego dziś", możemy już nigdy się nie zobaczyć. Tak jest na ogół. Człowiek obiecuje, umawia się, ale później nic z tego nie wychodzi. Wspólne wakacje? To był tylko temat, który sprawiał wrażenie niewyczerpującego. Więc, ustalaliśmy. Ale czy będzie coś z tego? Nie sądzę. I żałuję.
Tak jak przypuszczałam, dziś nie skończę pisać tego listu. Jestem zmęczona od płakania i chyba mam gorączkę. Będę pisać codziennie, bo pewnie codziennie będę miała coś nowego do dodania. Jutro cały dzień siedzę w domu. Mama zabroniła mi wychodzić ze względu na to moje dzisiejsze wyjście i spotkanie się z Tobą. Oczywiście nie wie, że byłam Cię pożegnać... Nie chcę, abyś dziś wyjeżdżał! Pisząc "dziś", mam na myśli "Twoje dziś".Może nie wyjedziesz i wtedy nie będziesz musiał tego czytać. Ale skoro już to czytasz, to wyjechałeś. Jedyne o co proszę, to wróć jak najprędzej!
Uwielbiam ten obraz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
